O godzinie 21 dnia 24 czerwca 2004 roku, zespół wyruszył na podbój Holandii. W autokarze panowała gorąca atmosfera, związane było to zarówno z emocjami jakie nam towarzyszyły ze względu na wyjazd, jak również ze względu na rozgrywany w tym czasie mecz Anglia-Portugalia. Ale się działo......Śmiech i rozmowy cichły w momencie gdy do Młodego przychodził sms. Zapadała cisza......, a po niej wynik meczu i euforia jeżeli był korzystny dla Portugalii, lub jeśli było inaczej, nadzieja, że Portugalia jeszcze zwycięży. Po zakończeniu rzutów karnych wszystkich ogarnęła radość i chęć uczczenia zwycięstwa....................... Popołudniu dnia następnego, po hucznym świętowaniu, dotarliśmy na miejsce, czyli do BIDDINGHUIZEN, gdzie odbywał się "ZOMERFESTIVAL". Wspaniały festiwal, na którym fascynaci folkloru uczyli się tańców z różnych stron świata.


    Po przyjeździe posiłek, zakwaterowanie i pierwsze koncerty. Najpierw godzina śpiewania, wszyscy mieli już dość.... Później pierwszy tańczony koncert - nasz ulubiony Beskid i ...............SUKCES. Oczywiście bez bis'u nie mogło się obejść, a do tego jeszcze holenderska pieśń i publiczność była nasza! Podobnie było po każdym koncercie, ogromne oklaski i bis'y. Można to podsumować krótko - kolejny sukces zespołu "Katowice". Po koncertach lub w przerwach zespól był zajęty, oglądał mecz, a po nim rozpoczynała się folkowa impreza. I tak każdego dnia. Najgorsza była sobota, która rozpoczęła się niezbyt udanie - znowu koncert śpiewany, a po nim - w jednym z domków było włamanie(mieszkaliśmy w cztero-osobowych domkach tzw. bungalos'ach). Ukradli aparaty fotograficzne i cyfrowe, karty kredytowe, dokumenty, biżuterię i torebki. Ale cóż, nie ma co się złamywać i żyć trzeba dalej! Nie odzyskaliśmy skradzionych rzeczy, ale nasza wspaniała, kochana publiczność postanowiła oddać nam równowartość skradzionych dóbr. Tak więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.


    "Zomerfestival" zakończył się w niedzielę, tak więc poniedziałek był dla nas dniem wolnym. Udaliśmy się zatem do Amsterdamu. Zapewne każdy dokładnie wie jak wygląda błyskawiczne zwiedzanie -"tu jest to, tu to, więc przejdźmy dalej". Kilka godzin chodzenia, po uliczkach Amsterdamu. W Holandii wszystko jest możliwe, nawet 35 osobowa grupa może zniknąć w ciągu minuty. Marcin coś o tym wie, biedaczek zgubił się, a nikt tego nie zauważył. Na szczęście sam się odnalazł. Po męczącej wycieczce kolacja i regeneracja sił. Następnego dnia wyruszyliśmy do parku rozrywki(cały festiwal odbywał się tuż obok największego w Holandii parku rozrywki "Six Flags", więc nie można było zmarnować takiej okazji). Cztery godziny biegania od jednego do następnego roller coaster'a, po drodze jeszcze kilka innych karuzel i do autokaru, w drogę na następny festiwal.


    Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do Warffum na międzynarodowy festiwal folklorystyczny "Op Roakeldais". Mieszkaliśmy dwójkami u rodzin w miasteczku Roodeschool, oddalonym od Warffum o ok.20 km. Wtorkowy wieczór każdy spędził razem ze "swoją rodzina". Środowy poranek rozpoczęliśmy od wizyty w pobliskiej szkole. Po zatańczeniu Krakowa i łowicza, rozpoczęliśmy wspólne zabawy z dziećmi. Nasza Pani Prezes, czyli Super Owca, czuwała nad wszystkim. Zawodowy z niej wodzirej ( "a teraz kółeczko", "i w drugą stronę")!!!!!!!! Po udanym koncercie w szkole udaliśmy się nad Morze Północne. Widok można opisać w czterech słowach - groble, wiatraki, asfalt, morze. Popołudniu koncert inauguracyjny festiwalu, na którym przeważającą część publiczności stanowiły kobiety. Dlaczego? Bo Holandia grała ćwierć finał. W jednym ogromnym namiocie odbywał się koncert, a w drugim królował telebim a na nim mecz!


Na festiwalu spotkały się kultury z różnych krańców świata- Chin, Indonezji, Malezji, Brazylii, Argentyny, Puerto Rico, Wysp Wielkanocnych, Armenii, Gruzji, Rosji, Włoch, Holandii, Grecji i oczywiście Polski. Spotkaliśmy tam znajomy zespół z Brazylii ( gościł on u nas na festiwalu 3 lata temu). Najatrakcyjniejsze dla nas zespoły to była Gruzja i Rosja. Byli fantastyczni. Gruzja była gwiazdą festiwalu!


Kolejny dzień rozpoczął się , podobnie jak poprzedni, od wizyty w szkole, ale później całym zespołem udaliśmy się do pobliskiego miasta - do Groningen. Całe popołudnie minęło na buszowaniu w sklepach i przechadzaniu się po małych, ciekawych ulicach miasta.


W piątek i sobotę po koncertach rozpoczynała się folkowa impreza, tzn. każdy zespół uczył publiczność oraz inne zespoły tańca ze swojego kraju. My tradycyjnie uczyliśmy poleczki i walczyka oraz "całowania się klęcząc na kolanach"- zabawa z haftowaną chusteczką zawsze jest hitem!!!! My nauczyliśmy się np. płynnego ruszania biodrami od zespoły z Wysp Wielkanocnych. Na pewno przyda się to nam na naszym festiwalu, ten sam zespół przybędzie do nas więc pomożemy im uczyć innych odpowiedniego ruszania biodrami!!!




W sobotę między koncertami urządziliśmy sobie krótką wycieczkę do młyna, bo przecież nie można być w Holandii i nie widzieć prawdziwego, starego holenderskiego młyna. Pamiątkowe zdjęcie i powrotem na koncert! Jak tradycja nakazuje, zawsze zielony koncert trzeba uczcić. Niestety nie mogliśmy za bardzo szaleć i przerabiać układu, ponieważ jury oglądało i oceniało nasz koncert. Na finał tańczyliśmy Beskid, nasze biało, czerwono, niebieskie stroje idealnie pasowały do flag, który mieliśmy wszyscy na policzkach. Tak, tak cały zespół, włącznie z kapelą i kierownictwem miał wymalowane flagi. na prawym policzku widniała flaga Polski, a na lewym Holandii. Z takim makijażem wyszliśmy na scenę pełni radości i zaczęliśmy tańczyć. Nikomu, ani na chwilę nie znikł uśmiech z twarzy! To był koncert! Znowu sukces! Po koncercie wszystkie nasze rodziny przygotowały pożegnalną kolację. Po wspólnym posiłku i po wspólnym śpiewaniu wyruszyliśmy do Polski, do domów. Nikt nie miał ochoty wracać, chcieliśmy tam zostać dłużej! Dlatego dla poprawienia humoru w autokarze odbywały się liczne konkursy z nagrodami. Było bardzo ciekawie. W poniedziałek rano obudziliśmy się już w naszym kraju, na naszych przecudnych, idealnych, równych autostradach. I niestety kończył się już nasz podbój Holandii.


text: Dagmara Urbanik

Zespół pełen energii, czekający na wejście do 6Flags...

zobacz powiększenie

Tropami Indian...

zobacz powiększenie

Jan prezentuje swoją siłę no i brzuszek :)

zobacz powiększenie

Grupa w Groningen skąd dopingowaliśmy drużynę Czeską podczas ME 2004...

zobacz powiększenie

Piękna plaża..zamaist piachu beton, zamiast palm...wiatraki...ale Morze Północne zaliczone!!!

zobacz powiększenie
Nadszedł i czas na pożegnanie...

zobacz powiększenie
Pożegnanie z dachu autobusu...Smutno...

zobacz powiększenie